Home Doświadczenia Początki
Początki

Moje dwa pierwsze storczyki, falenopsis i oncidium stały na kwietniku pośród innych roślin. Doniczki storczyków ustawione były w ceramicznych szkliwionych osłonkach. Pomiędzy roślinami były miseczki z wodą, które miały zwiększać wilgotność powietrza wokół storczyków. Brak dostępu powietrza w osłonkach połączony z brakiem doświadczenia w uprawie tych roślin szybko spowodowały, że rośliny zaczęły podupadać na zdrowiu i urodzie. Pomimo tego, że już wtedy studiowałam wszelką dostępną mi literaturę oraz forum PTMO i Orchidarium.pl, które są nieprzebraną skarbnicą wiedzy, to przełożenie teorii na praktykę okazało się dość trudne. Nauka na własnych błędach okazała się najbardziej skuteczna.
 
Jak każdy początkujący miałam problem z określeniem odpowiedniej częstotliwości podlewania roślin. Część roślin wyglądała według mnie jak przelana, więc postanowiłam zlikwidować ceramiczne osłonki, a nawet powycinać podłużne otwory w niektórych plastikowych doniczkach, aby zwiększyć prędkość przesychania podłoża. Moje początkowe próby utrzymania storczyków przy życiu, bo nie była to uprawa, tylko walka o ich życie, cechowały się ogromnym zaangażowaniem emocjonalnym, które teraz z dystansu czasu, oceniam jako zbędne, a nawet szkodliwe dla roślin. Ciągłe zaglądanie w korzenie, przestawianie, bo właśnie wyczytałam gdzieś, że roślina potrzebuje więcej lub mniej światła, przesadzanie we własnoręcznie skomponowane podłoże, które okazywało się niewypałem i wiele innych działań, które moje pierwsze rośliny cierpliwie przetrzymały, upewniło mnie, że nie są to takie delikatne rośliny, jak głosi obiegowa opinia. Zdobyte doświadczenia pozwoliły mi na nabranie dystansu i ostudzenie emocji oraz uczyniły mnie "mistrzem reanimacji" storczyków, co powodowało, że zawsze trafiały do mnie jakieś podrzucone na odratowanie przez znajomych "niedobitki", zasuszone, zalane lub niemal zabite przesadzeniem do ziemi ogrodowej.

Umiejętności reanimowania zostały, ale podejście do reanimacji po tych kilku latach zupełnie mi się zmieniło. Storczyki, zwłaszcza te najpopularniejsze hybrydy są już w tak przystępnych cenach, że czasem nie warto ich reanimować. Może brzmi to drastycznie, ale jest to podejście zdrowe. Reanimacja trwa rok lub nawet dwa lata i nie ma pewności, ze się powiedzie. Czasem lepiej kupić nową roślinę i nie popełnić już tych samych błędów, co z poprzednią.  Nie przyjmuję już tak chętnie wszystkich tych na wpół żywych roślin od znajomych, bo teraz wiem, że czasem powodem ich opłakanego stanu są nie błędy w uprawie, ale zainfekowanie jakimś wirusem, grzybem lub bakterią i łatwo takie choróbsko przenieść na inne zdrowe rośliny w kolekcji.

fot. Jeden z reanimowanych falenopsisów. Jak widać został bez korzeni. Reanimacja trwała prawie dwa lata.